bzdury

Bzdury o uczeniu się, które wciskają w szkołach

Lepiej nauczysz się pisząc, czy słuchając? Czy Mozart wpłynie na Twoje IQ? Jak radzisz sobie z naukami ścisłymi i humanistycznymi? A może boisz się, że Twój mózg jest za mały więc wyślesz go na specjalnie przygotowany trening umysłu? W dzisiejszym (obszernym) odcinku omawiam najpopularniejsze w Polsce mity na temat uczenia się – są tak rozpowszechnione, że niektóre z nich wciąż są uważane przez nauczycieli (!) za fakty i powtarza się je na lekcjach, na stronach internetowych szkół, czy na szkoleniach dla pedagogów.

Obejrzyj na YouTube

https://youtu.be/rZjeBBqE6fM

Posłuchaj w formie podcastu

Transkrypcja odcinka

Plan na dzisiejszy odcinek jest dosyć prosty. Przygotowałam dziewięć mitów związanych z edukacją, z uczeniem się, z umysłami, z mózgami – ale to było dziewięć nieprzypadkowych mitów, ponieważ generalnie istnieje ich dużo więcej, ale ja wybrałam te, które są dosyć mocno rozpowszechnione na naszym polskim podwórku i które spotkać można także w polskich szkołach. Kolejność nie będzie przypadkowa.

Najpierw zaczniemy od takich sześciu mitów, które moim zdaniem, w mojej nadziei, a być może w mojej naiwności, są mniej rozpowszechnione, które może gdzieś tam sobie jeszcze istnieją, może już trochę znikają, ale może na przykład nie wiecie, jaka jest prawdziwa informacja, na którą powinniście ten mit zamienić. Więc to będzie taka rozgrzewka i je omówię skrótowo. Natomiast potem przejdziemy do podium, czyli do trzech mitów tak bardzo zakorzenionych w polskich szkołach, że można je znaleźć w podręcznikach, że są one uczone na lekcjach, że można je znaleźć nawet we wskazaniach kuratora oświaty.

Je oczywiście omówimy na końcu. Pierwszy mit, to znaczy mit, który się znajduje na pierwszym miejscu, a według naszej kolejności omówię go na samym końcu odcinka i pewnie poświęcę mu najwięcej uwagi. To jest mit, który według niektórych badań jest uznawany za prawdę przez ponad 90% edukatorów.

Nie normalnych osób z ulicy, tylko nauczycieli na różnych poziomach. Osób wykształconych i przygotowanych na to, żeby zawodowo nauczać. A 90% z nich wierzy w ten mit związany właśnie z uczeniem się.

No właśnie, ale jak już mówię, że 90% nauczycieli w coś wierzy albo w coś nie wierzy, to skąd ja to w ogóle wiem? Nie musicie wierzyć mi na słowo. Wszystko, co jest w tym odcinku, nie zostało wymyślone przeze mnie. Nie jest to moja prywatna opinia, tylko wszystko to wynika z badań i z rzetelnych źródeł naukowych.

Nie będę Wam ich tu cytować słownie z oczywistych powodów, ale jeżeli oglądacie ten podcast w formie wideo, to różne materiały dodatkowe, w tym też źródła, będą pojawiać się na ekranie w czasie rzeczywistym, gdy mówię o jakiejś informacji. Natomiast tak czy inaczej, wszystkie źródła będą wymienione, wylistowane, wylinkowane w opisie pod odcinkiem. Niezależnie, czy słuchacie tego odcinka w formie podcastu, w formie audio, czy w formie wideo, niezależnie na jakiej platformie, te linki w opisie się znajdą.

Badań na temat tego, jak jest rozpowszechnienie neuromitów, czyli mitów związanych z nauką, z uczeniem się, z umysłem, z mózgiem, było kilka. Mi najbardziej spodobały się i zainteresowały i zainspirowały mnie badania z 2016 roku, przeprowadzone przez Ferrero i zespół. Oczywiście nie chodzi o Ferrero Rocher, tylko o Marie Ferrero, czyli psycholożkę z Londynu.

I tam sprawdzali właśnie to, jak 12 najpopularniejszych mitów naukowych i 19 takich ogólnych stwierdzeń o umyśle, ma się w stosunku do wiedzy edukatorów z różnych poziomów szkół. Od nauczania wczesnoszkolonego, po nauczycieli w szkołach średnich. Badania te objęły niecałe 300 osób i odbyły się w Hiszpanii.

Co bardzo ważne, przeprowadzono później metaanalizę, czyli po prostu porównano te wyniki z tych badań, z tych ankiet, z wynikami z bardzo podobnych badań, które odbyły się w innych krajach, zupełnie odmiennych kulturowo, ponieważ były to takie kraje jak na przykład Chiny, Holandia, Grecja czy Argentyna. I okazało się, że pięć najpopularniejszych mitów, wszystkich dzisiaj też będę mówić, były uznawane za prawdę przez ponad połowę, przez ponad 50% edukatorów we wszystkich badanych krajach. A ten pierwszy mit, który u nas również dzisiaj będzie na pierwszym miejscu, był właśnie uznawany za prawdę przez ponad 90% respondentów.

W Polsce niestety dokładnie takie badania na szeroką skalę się nie odbyły, ale jeżeli macie jeszcze nadzieję na to, że Polska jest pod tym względem w jakiś sposób wyjątkowa, no to niestety muszę Was rozczarować, ponieważ mamy twarde dowody na to, że jest zupełnie przeciwnie. Tak jak inni wierzymy w te mity naukowe, nawet nasi nauczyciele w nie wierzą. I to wynika na przykład z ankiety przeprowadzonej przez taki portal wielkiepytania.pl, to jest portal, strona internetowa należąca do Centrum Kopernika, ale nawet wpisując po prostu te mity w polskiej wersji językowej w internecie, możemy szybko się przekonać, jak często one są powielane i to, wiecie, niekoniecznie tylko przez jakieś niewiarygodne strony, przez jakieś, nie wiem, na mediach społecznościowych różnych marek, tylko przez portale naukowe czy popularnonaukowe, a nawet w niektórych przypadkach przez rzetelne niby źródła naukowe, takie jak jakieś punktowane publikacje.

Pierwszy mit, o którym chcę powiedzieć, to jest taki mit, że w dzieciństwie występują krytyczne momenty, po których nie możemy już nauczyć się danej umiejętności. Ten mit bardzo często występuje w towarzystwie konkretnych umiejętności. Ja najczęściej chyba spotykam się z nim w kontekście nauki albo języków obcych, albo nauki muzyki, na przykład gry na instrumencie.

Bardzo często słyszy się, że o, jeżeli jako dziecko nie nauczyłeś się, nie wiem, angielskiego, hiszpańskiego, jakiegoś języka obcego, no to już trochę po ptokach, już w dorosłości na pewno nie opanujesz go w stopniu biegłym. Czy bardzo podobnie z instrumentami, że jeżeli nie zacząłeś grać jako dziecko, to właściwie nie masz po co zaczynać. Oczywiście jest to bzdura, dlatego ten mit znajduje się właśnie wśród mitów, a nie wśród prawd, ale to jest bardzo ciekawe skąd pochodzi, ponieważ pewnie zauważycie podobnie jak ja pewną taką tendencję w tych mitach, że one nie wzięły się znikąd, tylko biorą się z jakiejś prawdziwej naukowej hipotezy, z jakiejś prawdziwej informacji, która po prostu potem metodą plotki jest przekazywana dalej i nabiera zupełnie innych rozmiarów, wymiarów, kolorów, aż w końcu staje się mitem.

Myślę, że tak też było w tym przypadku, ponieważ ten mit jest bardzo podobny do pewnej poważnej hipotezy naukowej i ta hipoteza nazywa się hipotezą okresu krytycznego i polega na tym, odnosi się wyłącznie do nabywania umiejętności językowych i to umiejętności językowej pierwszego języka, takiego naturalnego ojczystego języka, gdy po prostu dzieci uczą się komunikować w jakimkolwiek języku. Faktycznie jest taka hipoteza, że jeżeli odetniemy dziecko od możliwości uczenia się języka, to ono już potem nie będzie w stanie się w życiu dorosłym biegle komunikować, jeżeli zacznie uczyć się swojego pierwszego języka dopiero w wieku gdzieś tam nastoletnim dorosłym. Problem z tą hipotezą jest oczywiście taki, że nikt nie zgodziłby się na przeprowadzenie takich badań, żeby do celów naukowych wziąć noworodka, odciąć go od jakichś bodźców językowych i zobaczyć, co się wydarzy, gdy nauczymy go języka dopiero w wieku dorosłym.

Na całe szczęście mamy komisję etyki, które się nie zgodzą na takie badania, ale na całe nieszczęście żyjemy w świecie, w którym takie scenariusze się dzieją w sposób niekontrolowany. I to, co się czasem robi, to się wykorzystuje takie nieszczęścia, które już się wydarzyły, żeby przy okazji poszerzyć wiedzę naukową. I niestety, niestety, niestety tak było też w tym przypadku.

Mówimy tutaj o przypadku dziewczynki o pseudonimie Jeannie. Ona się oczywiście tak naprawdę nie nazywa. Ta osoba prawdopodobnie dalej żyje.

Oczywiście jej dane są chronione i ona niestety trafiła w swoim życiu na taki scenariusz, że po prostu urodziła się w bardzo przemocowej rodzinie i już jako noworodek została zamknięta w ciasnym pomieszczeniu i była odseparowana właśnie od języka, ale oczywiście też traktowana w sposób okrutny i odcięta od tak naprawdę jakichkolwiek potrzebnych bodźców do prawidłowego rozwoju. Gdy miała 13-13,5 roku, jej matce udało się zabrać ją i uciec z tego przemocowego domu, gdzie ten ojciec był jakby najważniejszym przemocowcem i uciekły do opieki społecznej. Udało się już faktycznie od tego ojca odseparować.

Jeżeli zastanawiacie się, czy ojciec odpowiedział za swoje czyny, nie, ponieważ odebrał sobie życie w dniu, w którym pierwszy raz miał się stawić w sądzie. Natomiast dziewczynka została objęta powiedzmy opieką. Mówię tutaj powiedzmy, ponieważ tak naprawdę cała ta historia jest bardzo przykra i ta teraz już kobieta, a nie dziewczynka nigdy nie dostała tak naprawdę w pełni takiej pomocy, takiej opieki jakby potrzebowała.

Przechodziła od kolejnej rodziny zastępczej do kolejnej rodziny zastępczej. Nie każda z tych rodzin wypełniała swoje obowiązki na leżycie. Ale odejdźmy trochę już od traum tej historii, skupmy się trochę bardziej na tym nabywaniu języka.

Więc faktycznie było tak, że dziewczynka nie miała kontaktu z językiem do trzynastego roku życia, ponieważ ojciec się do niej nie odzywał, jak jej przynosił jedzenia, tylko warczał na nią, wydawał jakieś takie dźwięki, nie słowa. I faktycznie ona miała problemy, żeby nauczyć się jakiegokolwiek języka później. Próbowano m.in. z językiem migowym i to chyba wyszło najlepiej.

No ale tutaj zaczęliśmy mieć różne interpretacje. No bo przecież to, że taka osoba nie była w stanie się nauczyć języka, nie musi nam od razu oznaczać, że ta hipoteza okresu krytycznego jest prawdziwa. Ponieważ nie oszukujmy się, ta dziewczynka przeżyła dużo więcej traum, które mogły wpłynąć na to, że potem nie była zdolna nauczyć się pewnych rzeczy.

Więc mamy tutaj bardzo słabe dowody na tą hipotezę. Oczywiście to jest dalej badane. Prawdopodobnie nigdy nie zostanie tak do końca zbadane, no bo tak jak mówię, nie jesteśmy w stanie przeprowadzić takich badań w kontrolowanych warunkach ze spełnieniem wszelkich kryteriów rzetelności.

Myślę jednak, że właśnie taka hipoteza, takie myślenie mogło doprowadzić do powstania tego mitu w przestrzeni ogólnej. I po prostu zostało to przeniesione z bardzo wąskiego zakresu, który dotyczył tylko nauki, tylko pierwszego języka, w skrajnych sytuacjach, gdzie ktoś jest całkowicie odseparowany. I zostało to uogólnione do tego, że w ogóle nie jesteśmy w stanie się pewnych rzeczy nauczyć dalej w życiu.

To jest bzdura. Jesteśmy w stanie się uczyć tak naprawdę przez całe życie, o ile jesteśmy oczywiście zdrowi, o ile nie mamy jakichś na przykład uszkodzeń mózgu, które by nam to uniemożliwiały. Natomiast jasne jest to, że niektóre rzeczy mogą być trudniejsze do nauczenia się w późniejszym życiu, ale niektóre rzeczy też łatwiej nam się nauczyć w późniejszym życiu, bo mamy już na przykład takie narzędzia poznawcze, których dzieci jeszcze nie mają.

Jedyne takie ograniczenia to mogą być bardziej ograniczenia cielesne. Na przykład słyszałam o tym, że faktycznie jeżeli zaczniemy uczyć się obcego języka w dorosłym życiu, to może być nam trudniej nabrać takiego akcentu bardziej wiarygodnego, zagranicznego, ponieważ po prostu nasz aparat mowy jest już wykształcony do głosy, które występują w naszym ojczystym języku. Ale przecież to, że mamy polski akcent wcale nie zabrania nam skutecznie komunikować się w obcym języku.

Podsumowując ten pierwszy mit. Absolutnie możemy się uczyć przez całe życie. Jeżeli masz 50 lat, chcesz się pierwszy raz nauczyć języka obcego, go for it.

Jeżeli masz 30 lat i całe życie chciałeś się nauczyć gry na instrumencie, życzę powodzenia, możesz zaczynać, nic nie stoi na przeszkodzie, uczymy się całe życie. Mit drugi jest taki, że wykorzystujemy 10% swojego mózgu. Mam ogromną, ogromną nadzieję, że każdy kto słucha tego odcinka już dawno przestał wierzyć w ten mit albo nigdy w niego nie wierzył, ponieważ to jest akurat jeden z tych mitów, który najpierw był bardzo popularny, a potem bardzo popularne było pisanie o tym, że jest to mit, że nie jest to prawda.

No i bardzo dobrze, mam nadzieję, że ta kampania naprawcza tego mitu się powiodła. Ten mit to jest tak naprawdę taki motywacyjny frazec, bo zazwyczaj on jest publikowany albo przez jakieś na przykład na social mediach jakieś profile motywacyjne, albo jako reklama jakichś na przykład suplementów, jakichś treningów kognitywnych, czyli takich, które miałyby rozwijać nasz umysł, albo po prostu jako taka popciekawostka, taki obrazek, który jest powielany, udostępniany dalej na Facebooku. Jeżeli chodzi o pochodzenie tego mitu, to to jest bardzo ciekawe, bo pochodzi on od bardzo, bardzo ważnej postaci w świecie psychologii, od Williama Jamesa, który jest nazywany ojcem psychologii lub ojcem amerykańskiej psychologii.

Jeżeli byście studiowali psychologię, to o Williamie Jamesie uczymy się już na pierwszym semestrze pierwszego roku. Jest to tak ważna postać. Z tym, że oczywiście znowu mit powstał na kanwie czegoś, co mitem nie było, bo po prostu William James badał pewne takie genialne dziecko i opowiadając o przypadku, który zbadał, użył mniej więcej takich słów, że ludzie wykorzystują jedynie ułamek swojego pełnego potencjału umysłowego.

I już widzimy tutaj różnicę. 10% wykorzystania mózgu, a ułamek wykorzystania potencjału umysłowego to są jednak dwie zupełnie inne rzeczy. Z tym, że wykorzystujemy ułamek swoich możliwości, jesteśmy w stanie się od razu zgodzić.

Natomiast jeżeli już mówimy o mózgu, czyli o konkretnym obiekcie biologicznym, to bardzo łatwo to sprawdzić. Więc oczywiście w milionie, milionie badań zostało to obalone. Wystarczy włożyć człowieka do rezonansu magnetycznego i w kilka minut jesteśmy w stanie ten mit obalić.

Nie mamy tutaj żadnych wątpliwości. Natomiast oczywiście ten cytat Williama Jamesa zaczął żyć swoim życiem, zaczął być wyolbrzymiany, aż w końcu właśnie stał się tym mitem 10% mózgu, co natychmiast zostało pochwycone przez popkulturę i przez filmy, takie jak Lucy ze Scarlett Johansson, czy bardzo podobny Jestem Bogiem z Bradleyem Cooperem. Tych filmów, ale też seriali i książek, które wykorzystywały ten motyw, było dużo więcej.

I tu też mamy taki pewien motyw, który będzie nam się za chwilę powtarzał w kolejnych mitach, czyli ludzie mają taką tendencję, że bardzo chcieliby, żeby niektóre rzeczy były prawdziwe, że brzmią nam tak fajnie, że są takimi fajnymi ciekawostkami, które fajnie opowiedzieć na imprezie, udostępnić na Facebooku, że nie chcemy do końca słyszeć prawdy, tylko trochę naginamy fakty, bo tak fajnie by było, żeby to była prawda. I mam wrażenie, że w przypadku tego mitu tak jest, że to tak nam fajnie siedzi 10% swojego mózgu, to ja poszerzę swój potencjał, że aż rozprzestrzenia się to po prostu wirusowo. No i tak jak mówiłam, nie mamy absolutnie żadnych wątpliwości, że to jest mit, a jeżeli nie wierzycie mi i nie wierzycie poważnym źródłom naukowym, no to już na pewno uwierzycie programowi Pogromcy Mitów i tam także ten mit kiedyś przebadali i zrobili dokładnie tak jak mówiłam przed chwilą, czyli wsadzili człowieka do funkcjonalnego rezonansu magnetycznego, dali mu zadanie do rozwiązania i wyszło mu, że samo to jedno zadanie wymagało tam chyba 30-35% objętości mózgu do zaangażowania.

Więc tak, wykorzystujemy większość swojego mózgu przez cały czas. Nawet kiedy śpimy jest on potrzebny, a jeżeli uważasz inaczej, to zastanów się, które 90% swojego mózgu chcesz wyciąć, nie wiem, na potrzeby nauki, żebyśmy jeszcze bardziej potwierdzili, że jest to mit. Przechodzimy do trzeciego mitu.

To jest taki, wybrałam jedną z informacji, żeby pokazać pewną tendencję. Generalnie mit jest taki, że nie ma różnic w wielkości mózgu chłopców i dziewczynek. Prawda jest taka, że te różnice występują.

I tu nie chodzi mi do końca o tą samą informację, tylko o pewną zasadę. Mamy takie informacje biologiczne, naukowe, statystyczne, które bardzo nam zgrzytają z rzeczami, które chcielibyśmy, żeby były prawdziwe, albo które chcielibyśmy, żeby były politycznie poprawne, żeby były jakieś sprawiedliwe i takie, jak nam na chłopski rozum się wydaje, że powinny być. Natomiast niepotrzebnie wtedy tworzymy mity, ponieważ jak gdybyśmy weszli wystarczająco głęboko do danej informacji, to okazałoby się, że tam żadnego zagrożenia nie ma.

I tak właśnie jest z tą różnicą wielkości mózgu. Na chłopski rozum bardzo wiele osób uważa, że wielkość mózgu odpowiada za to, jak ktoś jest mądry i inteligentny. Więc jeżeli ktoś mówi, że chłopcy mają większe mózgi niż dziewczynki, to jest od razu patriarchat, jasne, mężczyźni mądrzy, kobiety głupie, do kuchni i już cała spirala się zaczyna.

Oczywiście tak nie jest. Zacznijmy od faktów. Tak, chłopcy mają statystycznie większe mózgi od dziewczynek.

Tak, mężczyźni mają statystycznie większe mózgi od kobiet. Co to oznacza? Oznacza to, że przeciętny mózg osobnika płci męskiej, mówimy tu oczywiście wyłącznie o płci biologicznej, przeciętny mózg osobnika płci męskiej jest większy objętościowo od przeciętnego mózgu osobnika płci żeńskiej, ale oczywiście jesteśmy w stanie znaleźć chłopca, który będzie miał jednostkowego chłopca, który będzie miał mniejszy mózg od jednostkowej dziewczynki czy jednostkowego mężczyznę, który będzie miał mniejszy mózg od jednostkowej kobiety. Tu nie ulega wątpliwości, ale statystyczna zasada jest jasna.

Natomiast, czy to oznacza, że chłopcy są mądrzejsi od dziewczynek? Nie. Czy to oznacza, że mężczyźni są inteligentniejsi od kobiet? Nie. Czy to oznacza, że chłopcy mężczyźni, osoby płci męskiej, biologicznej są lepsze, bardziej wartościowe, mają większy potencjał, są bardziej uprawnieni do rozwoju niż kobiety? Oczywiście, że nie, ponieważ wielkość mózgu o tym nie świadczy.

To znaczy, to może o czymś świadczyć i my to badamy, ale nie ma żadnych takich wskazań, które oznaczałyby, że to pociąga za sobą jakieś takie konsekwencje, które powinniśmy respektować na co dzień. Na potwierdzenie jeszcze powiem Wam, kto ma jeszcze większy mózg niż i dziewczynki i chłopcy? Walenie. A próbowaliście kiedyś grać z waleniem w szachy? No, wiecie, to, że on ma większy mózg, no bo jest dużo, dużo większy od nas, no to ma trochę większy mózg, ale przecież nie oznacza to, że my teraz powinniśmy się podporządkowywać woli waleni, bo one nagle są najinteligentniejszymi stworzeniami świata.

Więc jaki jest morał z tego mitu? Moim zdaniem morał z tego mitu jest taki, że takie sytuacje są idealną okazją edukacyjną, żeby właśnie porozmawiać o tym, w jaki sposób działają mózgi, żeby np. opowiedzieć dzieciom w szkole, że tak, chłopcy mają większy mózg od dziewczynek i generalnie, przeciętnie chłopcy mężczyźni są więksi od kobiet dziewczyn, chociaż oczywiście są wyjątki. Sama mam 1,80 m, ale to nie oznacza np., że chłopcy mężczyźni są inteligentniejsi i lepsi od kobiet i dziewczynek, ponieważ mózg nie działa w taki sposób, że jego objętość bezpośrednio przekłada się na stopień inteligencji.

I tutaj mamy wtedy super wykorzystaną edukację, taką neurobiologiczną. Przechodzimy do następnego mitu. Mózg nie może się regenerować, utrata neuronów to najgorsze zło, a jak coś zniszczymy w mózgu, wiecie, jakieś neurony czy jakiś cały obszar, no to już w ogóle kaplica, koniec itd.

No i tutaj znowu mamy ziarnko prawdy, a mamy trochę mitu. Najważniejsze, co musimy wiedzieć, to to, że umieranie neuronów, niszczenie się komórek nerwowych jest procesem zupełnie normalnym, zdrowym, rozwojowym. I u dzieci, i u dorosłych te neurony po prostu umierają, także pojawiają się nowe.

I nie jest to nic złego, jest to normalne, jest to w pewnym sensie zdrowe, jest to normalny proces biologiczny, tak samo jak, nie wiem, umierają komórki naskórka, pojawiają się nowe, tak samo umierają komórki nerwowe, pojawiają się nowe. Ale oczywiście w niektórych przypadkach, jeżeli mózg ulegnie nam zniszczeniu, umrze za dużo komórek, w takim przypadku, że one nie umrą naturalnie, tylko jakoś im w tym pomożemy, np. nie wiem, przez używki, czy przez jakieś niebezpieczne sytuacje, no to tak, to może być problem, którego skutkami mogą być różne zaburzenia i wtedy oczywiście mamy sytuację negatywną.

Natomiast ważne jest, żeby wiedzieć, że mózg nie działa w taki sposób, że, nie wiem, każda komórka to jest jakaś informacja i jak komórka nerwowa nam umrze, to my tracimy np. jakąś część swojej pamięci, czy jakąś część swojej inteligencji, bo niektórzy tak to widzą, że, nie wiem, każda jedna komórka nerwowa to pół punkta IQ nam spada. No to w ten sposób to nie działa.

I drugą rzecz, którą bardzo fajnie wiedzieć, to jest to, że istnieje coś takiego jak neuroplastyczność. My bardzo często mamy tendencję do myślenia o mózgu jak o komputerze i to jest fajny kierunek, bo komputerowa metafora umysłu to jest w ogóle klasyka w kognitywistyce i to doprowadza do bardzo fajnych teorii, bardzo fajnych badań, jest bardzo rozwojowe, ale to jest jednak metafora. Mózg koniec końców nie jest prawdziwym komputerem, nie działa dokładnie tak jak komputer, jest żywym obiektem biologicznym i niektórzy, w tym ja, pokusiliby się o stwierdzenie, że to nawet fajniej niż taki komputer stworzony ze sztucznych materiałów, bo właśnie może się na przykład sam regenerować, ponieważ jest żywy.

I tak właśnie mamy, że bardzo wiele uszkodzeń, problemów możemy regenerować w mózgu. Jeżeli jakiś obszar jest uszkodzony, no to może być tak, że inny obszar go, powiedzmy, skompensuje w jakiś sposób. Możemy zmieniać nasz mózg przez takie rzeczy jak choćby aktywność fizyczna czy terapia, psychoterapia przeprowadzona autentycznie zmienia struktury mózgu.

To nie jest tak, że tylko sobie gadamy pitu-pitu o naszych przekonaniach, tylko autentycznie zmieniamy struktury w naszym mózgu i dlatego terapia jest taka skuteczna. Więc tyle w tym micie, chociaż następny mit jest bardzo z nim związany, bo następny mit to jest to, że uczenie się to powstawanie nowych neuronów. Niektóre osoby tak sobie wyobrażają, że każdy bit informacji to jest jeden taki neuronek i my się uczymy i takie neuronki pojawiają się w naszym mózgu jako nowe informacje i dołączają się do tych poprzednich itd.

Nie, to po prostu tak nie działa. Tak jak mówiłam wcześniej, wielkość mózgu, ilość komórek nie przekłada się bezpośrednio na IQ, a struktury fizyczne, mózgowe, biologiczne nie są w tak prosty sposób bezpośrednio skorelowane z naszymi umiejętnościami poznawczymi. Oczywiście ta korelacja istnieje, ale jest bardziej zawiła i to na pewno nie jest tak, że nowy neuron to jest nowa informacja.

Jeżeli już upraszczać działanie mózgu, to bardziej komunikacja między neuronami to jest nasza wiedza i nasza pamięć. I przechodzimy do ostatniego mitu z tych rozgrzewkowych, oczywiście z tych sześciu rozgrzewkowych. I to jest taki, który też mnie bardzo, bardzo irytuje.

I to jest taki mit, że słuchanie muzyki klasycznej przekłada się na inteligencję, czyli słynny efekt Mozarta. Bardzo nie lubię takiego snobizmu muzycznego, gdzie osoby słuchające muzyki klasycznej, dajmy na to tego Mozarta, uważają, że sam fakt słuchania muzyki klasycznej, doceniania jej, już jest ewidentnym dowodem na inteligencję, mądrość i nie wiadomo co jeszcze. Generalnie faktycznie były badania, w których sprawdzano, czy słuchanie muzyki klasycznej, konkretnie było to słuchanie utworów Mozarta, czy wpływa na inteligencję.

Jednak dowody wynikające z tego efektu Mozarta były bardzo słabe. Okazywało się, że ten efekt się utrzymuje tam przez 15 minut może. Alternatywna jeszcze wersja tego mitu, a raczej rozszerzenie jego jest takie, że jeżeli kobiety w ciąży będą słuchać muzyki klasycznej, szczególnie muzyki Mozarta, która z jakiegoś powodu miałaby być jeszcze bardziej wyjątkowa niż muzyka Bacha, Beethovena, Chopina i całej reszty, to jeżeli taka kobieta w ciąży będzie słuchać tę muzykę, to dziecko urodzi się mądrzejsze.

Takie mamy porady nawet na niektórych stronach parentingowych. No i co się stało z tym efektem Mozarta? Oczywiście to jest właśnie ten motyw, o którym mówiłam wcześniej. Czasem bardzo chcemy, żeby coś było prawdą i to jest jedna z takich rzeczy.

Efekt Mozarta to jest tak wdzięczny temat, idealny do publikacji na mediach społecznościowych i klikania udostępnić dalej, idealny na takie portale plotkarskie, parentingowe itd., więc faktycznie to się viralowo poniosło. I oczywiście tam, gdzie się pojawia viral, to pojawia się też okazja na zarobek. Więc od razu skoczyła sprzedaż płyt Mozarta, a nawet znalazłam informację, że Stan Georgia w USA zaproponował nawet wprowadzenie do budżetu takiej kwoty zapewniającej każdemu dziecku płytę CD z muzyką klasyczną, żeby dbać tak o inteligencję swoich obywateli.

No i jakie są fakty? Słuchajcie, najpierw ze strony muzycznej. Słuchanie muzyki klasycznej jest szalenie rozwijające. Uwrażliwia, rozwija, ale muzycznie.

Nie możemy mówić o tym, że to uogólnia się na inteligencję, na pamięć, na nie wiadomo co jeszcze. Każdy muzyk, każdy pedagog muzyczny pewnie zgodzi się ze mną, że tak, jeżeli dziecko, szczególnie od najmłodszych lat, będziemy wystawiać na muzykę klasyczną, która generalnie ma duże, szersze spektrum różnych rytmów, różnych harmonii, różnych rozwiązań muzycznych, artystycznych, to to dziecko będzie bardziej wrażliwe na muzykę właśnie i na różne rozwiązania artystyczne. Będzie bardziej to doceniać, będzie mieć jakby szerszą gamę smaku do muzyki, jeżeli można tak powiedzieć, niż dziecko, które wychowałoby się tylko na muzyce, kolorowe kredki w pudełeczku nosze, pomieszanej z disco polo.

Oczywiście, że tak, ale czy to oznacza, że to dziecko słuchające muzyki klasycznej będzie mądrzejsze, inteligentniejsze od tego dziecka słuchającego disco polo tylko ze względu na muzykę? Nie możemy tego powiedzieć. I tu chciałabym poruszyć jeszcze jeden bardzo ważny temat, który akurat przy tej muzyce klasycznej bardzo mocno wybrzmiewa, ale jest też obecny w innych neuromitach, czyli właśnie taki snobizm i taka psychologia na chłopski rozum. Ja sama skończyłam szkołę muzyczną drugiego stopnia i pamiętam, jakie było podejście niektórych nauczycieli, niektórych rodziców, ale także nauczycieli w szkołach tych normalnych, w szkole podstawowej czy w szkole średniej do dzieci uczących się w szkole muzycznej, że po prostu te dzieci były traktowane w trochę inny sposób.

Pamiętam nawet, że w podstawówce jedna z nauczycielek powiedziała, że widać różnice między dziećmi, które chodzą do szkoły muzycznej, a dziećmi, które nie chodzą do szkoły muzycznej, że te dzieci, które chodzą do szkoły muzycznej to są takie bardziej, wiecie, jakby sugerowała, że są bardziej inteligentne, bardziej rozwinięte, że ta muzyka ich tak po prostu rozwija. Okej, może nawet jest taka obserwacja, tylko to jest bardzo ważny moment, żeby przypomnieć sobie, że korelacja nie oznacza kauzacji, czyli to, że dwie rzeczy współwystępują nie oznacza jeszcze, że jedna rzecz wynika z drugiej. Zróbmy sobie taki eksperyment myślowy.

Założenie jest takie: dzieci, które chodzą poza normalną szkołą do szkoły muzycznej mają lepsze wyniki w szkole niż dzieci, które nie chodzą do szkoły muzycznej. Z czego to może wynikać? Może to wynikać z tego, moi drodzy, że dzieci, które chodzą do szkoły muzycznej pochodzą po prostu z lepiej uwarunkowanych rodzin. Z rodzin, gdzie rodzice dbają o rozwój pasji swoich dzieci.

Z rodzin, gdzie rodzice poświęcają czas i środki pieniężne, żeby rozwijać pasję swoich dzieci, żeby np. prowadzać je dodatkowo na korepetycje, żeby zainwestować w drogi instrument. A skoro to robią w kwestii szkoły muzycznej, to pewnie te dzieci mają też ogólnie lepsze warunki do rozwoju, dzięki czemu być może mają też lepsze oceny w szkole.

Czy to jest teoria sprawdzona i potwierdzona? Nie, ale to nam pokazuje, że rozwiązań może być wiele. Rozgadałam się na temat muzyki, ale podsumowując, żeby żaden muzyk mi się tu nie obraził, muzyka klasyczna jest mega wartościowa. Rozwija nas bardzo muzycznie.

Może fantastycznie działać emocjonalnie. Przecież muzykoterapia, to wszystko są potwierdzone metody działania. Muzyka ma ogromną siłę, ogromną moc.

Efekt Mozarta, tu możemy się kłócić, ma ograniczone działanie. Czyli tak, muzyka klasyczna rozwija, jest wartościowa. Nie możemy uogólniać za bardzo jej efektów.

Jeżeli będziesz w ciąży, będziesz słuchać Mozarta, nie zagwarantujesz sobie na 100% że urodzisz geniusza. Osoba słuchająca muzyki klasycznej może być bardzo mądra. Osoba nie słuchająca muzyki klasycznej, nie lubiąca jej, słuchająca tylko disco polo i techno, też może być bardzo, bardzo inteligentna.

Koniec tematu. No dobrze, zrobiliśmy to. Przeszliśmy przez to sześć tematów rozgrzewkowych, które dostają ode mnie dyplom wyróżnienia i przechodzimy do podium.

Czyli do trzech najbardziej szkodliwych, najbardziej rozpowszechnionych mitów związanych z uczeniem się. I miejsce trzecie należy do mitu na temat półkul mózgu, czyli mitu o tym, że mamy lewopółkulowców i prawopółkulowców. W tym micie chodzi dokładnie o to, że po pierwsze mit zakłada, że prawa półkula odpowiada za takie cechy i takie zdolności jak kreatywność, jak nauki humanistyczne, jak twórczość, jak emocjonalność, a półkula lewa odpowiada za taką sferę ścisłą, czyli za matematykę, za analitykę, za jakieś takie, wiecie, bardzo ścisłe rzeczy, logiczne myślenie, planowanie itd.

I dalsza część tego mitu zakłada, że każdy człowiek ma bardziej rozwiniętą czy dominującą jedną z tych półkul i to miałoby wyjaśniać, że ma takie a nie inne cechy, takie a nie inne zdolności, ale także takie a nie inne braki. Czyli lewopółkulowiec to będzie osoba, która ma dominującą, bardziej rozwiniętą półkulę lewą i dzięki temu jest świetny z matmy, może zostać np. programistą, ale sonaty nam nie skomponuje.

A z drugiej strony mamy prawopółkulowców, którzy są tacy romantyczni, emocjonalni, wiecie, dusza artysty, no ale z matematyki noga. Tak na tym się zasadza ten mit i słuchajcie, ten mit można spotkać nawet w niektórych podręcznikach, ale tu podręczników nie będziemy sobie cytować, zacytujemy coś, co każdy z Was może sobie sprawdzić własnoręcznie, czyli zintegrowana platforma edukacyjna, przypomnę, że jest to projekt rządowy w domenie gov.pl, czyli w domenie rządowej. I tutaj możemy znaleźć takie informacje, ja je przeczytam dosłownie, żeby nie było, że coś przeinaczam.

Każda z półkul specjalizuje się w różnych funkcjach. U większości osób lewa półkula odpowiada za mowę, naukę i technikę, a prawa sztukę i wyobraźnię. Znajdziemy też troszeczkę niżej taką słodką infografikę, gdzie lewa półkula ma przypisane takie hasła jak logika, analiza, porządek, planowanie, dosłowność, intelekt, nauki ścisłe, a także zmysły, dotyk, węch, słuch i smak.

I jeszcze dorzucili emocje, a w tych emocjach bojaźliwość, uczuciowość, religijność. I tu już taki znak zapytania ode mnie, od kiedy religijność jest emocją. I oczywiście mamy prawą półkulę i tutaj mamy emocjonalność, zmysłowość, wyobraźnia, kreatywność, spontaniczność, nauki humanistyczne.

Mamy też zmysł tylko wzroku i mamy emocje, odwaga, wrażliwość, duchowość. I tu drugi znak zapytania ode mnie, czym się różni duchowość od religijności i od kiedy którakolwiek z nich jest emocjami. Jak widzicie już się zagotowałam, ponieważ tak właśnie te mity na mnie działają, szczególnie ta pierwsza trójka, którą zaczęliśmy teraz omawiać.

I to właśnie, że są w takich miejscach jak zintegrowana platforma edukacyjna powielane. Tym bardziej, że na naszej platformie edukacyjnej sami sobie przeczą, ponieważ jak jeszcze niżej kawałeczek zjedziemy, to zobaczymy sobie taki schemat, gdzie mamy inny podział mózgu, nie na półkulę tylko na płaty. I tutaj już mamy zaznaczone, że w płacie potylicznym, czyli tutaj z tyłu, mamy korę wzrokową, co się oczywiście zgadza z naukową wiedzą, ale jak to się ma do tego, że przed chwilą mówili nam, że zmysł wzroku jest zlokalizowany w lewej czy tam w prawej półkuli.

I podobnie mamy sytuację z korą słuchową, która jest tutaj w płacie skroniowym, a przed chwilą mówili, że jest tylko w lewej półkuli. Więc już nawet na tej krótkiej stronie są w stanie sami sobie zaprzeczyć. Dobra, uporządkujmy sobie fakty, takie najprostsze informacje bez wymyślania.

Co wiemy faktycznie o mózgu i co tutaj jest prawdą? Bo oczywiście to jest jeden z tych mitów, który wynika z prawdziwych takich ziaren informacji, tylko został troszeczkę, mówiąc delikatnie, przesadzony, a na pewno jest źle wykorzystywany. Do tego zaraz dojdziemy. No więc co na pewno musicie wiedzieć o tym, jak mózg działa, jeżeli chodzi właśnie o tę półkulę? Fakt jest taki, że każdy człowiek ma mózg i każdy mózg dzieli się na dwie półkule.

Na półkulę prawą, na półkulę lewą. Jak najbardziej jest to prawidłowa informacja. Oczywiście nie jest to jedyny podział, bo tak jak już przed chwilą było wspomniane, możemy sobie podzielić mózg na przykład na płaty, w tym czołowy, potyliczny, skroniowe.

Możemy też podzielić na różne miejsca konkretne w mózgu, typu móżdżek, pień mózgu, kora itd. I mamy jeszcze na przykład podziały funkcjonalne, takie jak podziały na pola Brodmana. To są takie 44 pola, które pomagają nam dobrze, tak bardzo precyzyjnie określić, w jakich miejscach w mózgu są realizowane konkretne funkcje.

W kognitywistyce pola Brodmana bardzo często na porządku dziennym się wykorzystuje. Kolejna prawdziwa informacja to jest informacja o tym, że występuje asymetria w lateralizacji. Lateralizacja to jest takie mądre słowo, które dosłownie oznacza stronność, a więc to, że generalnie faktycznie istnieją różnice między półkulami mózgu.

Są rzeczy, które mamy na przykład w prawej półkuli i nie są symetrycznie oddane w lewej półkuli, że jakieś funkcje są realizowane tylko z jednej strony, tylko z drugiej. Oczywiście to nie jest takie proste, że mamy rozrzucone w mózgu po prawej to, po lewej to i to wszystko działa niezależnie. Nie.

Nasze półkule cały czas w zdrowym mózgu, to jest ważne, się ze sobą komunikują i co ciekawe jeszcze mamy tą taką stronniczość naprzemienną, to nie jest fachowe określenie, ale chodzi mi o to, że lewa półkula mózgu odpowiada za prawą część ciała, a prawa półkula mózgu za lewą część ciała. Czyli na przykład bodźce z lewego oka docierają do prawej półkuli mózgu, bodźce z prawego oka do lewej. Nie wiem, jeżeli coś was dotknie w prawą rękę, to ta informacja pójdzie w pierwszej kolejności do lewej półkuli mózgu.

Ale co ważne, po pierwsze lateralizacja jest cały czas badana i to jest obszar bardzo żywo badany, także przez naszych polskich naukowców i się okazuje, że tam są rzeczy bardzo skomplikowane, bardzo dziwne i właśnie ten polski zespół bada m.in. to, jak to jest, że badania wskazują nam na to, że lateralizacja języka, czyli to gdzie język jest reprezentowany w mózgu jest związana z tym, czy ktoś jest prawo czy leworęczny. Zupełnie nieintuicyjna rzecz, a okazuje się, że faktycznie jest to w mózgu zjawisko obecne. Główny problem z tą teorią, z tym mitem na temat półkul mózgu jest taki, że po pierwsze zakłada, że te półkule są ze sobą zupełnie niezwiązane, że albo prawa albo lewa.

Po drugie wykorzystuje bardzo obszerne pojęcia, bardzo takie trudne do zrozumienia, co dokładnie się w to zalicza. Czym jest kreatywność? Czym są nauki ścisłe? Czym są nauki humanistyczne i sztuka? Weźmy sobie sztukę, weźmy sobie na przykład muzykę, bo już dzisiaj o muzyce mówiłam przy efekcie Mozarta. Wszyscy się chyba zgodzimy, że muzyka jest sztuką i że tworzenie muzyki wymaga kreatywności, czyli powiedzielibyśmy, że to jest taki proces bardzo prawo-półkulowy, ale przecież i tu każdy, kto kiedykolwiek liznął teorię muzyki wie, że muzyka to też w dużej mierze może być matma, czyli harmonie, czyli te wszystkie zasady harmoniczne.

Jeżeli tworzymy tak klasycznie w zgodzie z tą harmoniką klasyczną, to to może być bardzo ścisły proces. Czy pilnowanie notacji muzycznej, jakieś takie rzeczy to przecież są bardzo ścisłe procesy. No to tu już nam się rozmywa i tak będziemy mieli z każdym tak naprawdę zadaniem kreatywnym czy analitycznym, że każdy zadanie łączy w sobie troszeczkę tej w cudzysłowie prawej i lewej półkuli w rozumieniu tego mitu oczywiście.

Więc większość zadań będzie nam pobudzać obszary w obu półkulach mózgu, które, przypomnę jeszcze raz, w zdrowym mózgu się ze sobą komunikują. I tu przechodzimy do clou tego, skąd się ten mit w ogóle wziął. Bo teoria jest taka i mi też się ona wydaje prawdopodobna, że ten mit wziął się z badań nad tak zwanym split brain.

Nie jestem pewna, czy mamy jakiś polski odpowiednik profesjonalny tego zjawiska. Nazwijmy to sobie, że to jest rozszczepiony mózg. Chodzi generalnie o taką sytuację, to jest sytuacja patologiczna, to nie jest zdrowy mózg.

Sytuacja, w której te półkule faktycznie są rozdzielone. One mogą być rozdzielone w wyniku jakiegoś tam urazu, ale mamy także operację, która rozdziela dwie półkule mózgu. I to jest operacja, którą się w ostateczności stosuje w przypadku padaczki opornej na leczenie.

Jeżeli już nic innego nie zadziałało, to czasem się stosuje taką operację, gdzie się faktycznie te półkule rozcina. I badano takich ludzi, to są badania z 1981 roku, nawet nagrodzone Nagrodą Nobla. Takie były ważne i przełomowe.

I są mega ciekawe badania. Jeżeli was zainteresował ten temat, to bardzo polecam, żeby się w to wgryźć. Ale tak w skrócie wam tutaj na podstawie swoich notatek opowiem, że miały te badania na celu sprawdzenie umiejętności językowych, wzroku i motorycznych pacjentów, którzy mają ten split brain, czyli ten podzielony mózg.

I co się dzieje, kiedy dana osoba widzi coś w lewym polu widzenia, czyli widzi coś w lewej stronie ciała, czyli to idzie do prawej półkuli mózgowej, no to jeżeli widzi coś w prawym polu widzenia, tylko, bez lewego oka, no to idzie to tylko do lewej półkuli mózgowej, bo te półkule się u tej osoby nie komunikują ze sobą. I co w tych badaniach wyniknęło? Jeżeli słowo zostało pokazane w lewym polu widzenia, czyli przetwarzała to słowo prawa półkula, pacjent nie potrafił zgłosić, że widzi to słowo, nie potrafił go odczytać. I to doprowadziło badaczy, w tym głównego badacza Asperego, właśnie tego, który dostał Nagrodę Nobla, do przekonania, że tylko lewa półkula potrafi artykułować mowę.

I w związku z tymi wnioskami przeprowadzono następne badanie, bardzo ciekawe, gdzie po lewej stronie pacjentów umieszczono tace z różnymi przedmiotami, w taki sposób, żeby ta taca nie była widoczna przez prawe oko, wyłącznie przez lewe. Natomiast pokazywano im po lewej stronie słowo, które reprezentowało jeden z przedmiotów, i pacjenci lewą ręką brali z tacy prawidłowy przedmiot, ale zapytani o to, co widzieli na kartce, co odczytali, nie potrafili tego powiedzieć. Mimo wszystko, skoro brali prawidłowy przedmiot, to w jakiś sposób te słowa jednak przetwarzali.

Co jest jeszcze bardzo ciekawe, to się okazało, że ten mit z prawopółkulowcami i lewopółkulowcami powstał jeszcze wcześniej niż te badania, znaczy takie zaczątki tego mitu. Tutaj nie mam takiej stuprocentowej pewności, bo znalazłam tylko jedno źródło, które o tym mówi, ale jest to bardzo ciekawe, a mianowicie prawdopodobnie wcześniej już zaczęto podejrzewać, że jest różnica w lateralizacji między półkulami i zaczęto przypisywać lewą, dominującą półkulę bardziej męskim cechom, mężczyznom, dlatego mamy tam logikę, planowanie, strategię itd., a prawą półkulę uznano za bardziej kobiecą i prymitywną. I potem, gdy feministki walczyły o prawa kobiet i o zmianę postrzegania kobiet, to zaczęto tej prawej półkuli przypisywać bardziej pozytywne cechy, ale takie wiecie, dalej stereotypowo kobiece, typu właśnie jakaś kreatywność, wyobraźnia, emocjonalność itd.

Więc jeszcze tutaj mamy szansę na to, że ten mit to w ogóle jest związany z patriarchatem, seksizmem, szowinizmem i w ogóle wszystkim co złe. Taki mamy ten mit. No dobrze, więc co możemy z tym mitem zrobić? Co powinno się mówić dzieciom w szkole na temat półkul mózgu? Najważniejsza informacja jest taka, że nawet jeżeli faktycznie niektóre funkcje są w jednej półkuli, a nie w drugiej, no bo tak faktycznie jest, tak jak mówiłam, jest asymetria w lateralizacji, to nie mamy żadnych źródeł, żadnych podstaw, żeby twierdzić, że każdy człowiek ma jakąś bardziej dominującą półkulę, która decyduje o jego cechach, a jeszcze w ogóle nie daj Boże decyduje o jego ograniczeniach.

To jest ta część mitu, która jest najbardziej nieprawdziwa i najbardziej szkodliwa. Co gorsza, no właśnie, ona może krzywdzić dzieci, ponieważ może się wydarzyć taka sytuacja i niestety bardzo często się wydarza, że właśnie dziecko już na etapie szkoły podstawowej zostaje określone przez nauczyciela, przez wychowawcę jako prawopółkulowca czy lewopółkulowca, albo jako ścisłowca czy jako humanistę i przez to zaczyna wierzyć w to, że ma pewne biologiczne ograniczenia nie do przeskoczenia, przez co przestaje rozwijać się w danym kierunku, przez mechanizm na przykład samospełniającej się przepowiedni. Czyli dla już takiego konkretnego przykładu.

Mamy dzieciaczka, który na przykład bardzo dobrze sobie radzi z muzyki i pani chwaląc go mówi, ale super sobie radzisz, ty to chyba jesteś takim typowo humanistą, bo z polskiego sobie też dobrze radzisz, wierszyk umiesz napisać, piosenkę umiesz zagrać, taki typowo prawy półkulowiec humanista. No ale z matmy to ty dobry nie będziesz. No i on zaczyna wierzyć w to, że skoro uczyłem się na lekcji, że każdy ma dominującą stronę, a ja ewidentnie mam jakieś talenty muzyczne, no to nie mogę być dobry z matmy, więc straci motywację do nauki, więc dostaje gorsze oceny z matematyki i mamy samospełniającą się przepowiednię, ponieważ te gorsze oceny udowadniają mu, że faktycznie nauczycielka miała rację, matematyka ze mnie nie będzie.

No i oczywiście jest to szkodliwe, bo to biedne dziecko potem żyje kolejne 50, 60, 80 lat życia, wierząc w to, że nie jest w stanie się nauczyć matematyki, a spokojnie byłoby w stanie to zrobić. Więc jaki mamy morał z tego wszystkiego? Morał z tego mitu jest taki, że każdy z nas ma przepiękny mózg składający się z dwóch półkul, które się ze sobą cały czas komunikują i które dbają o to, żebyśmy mogli zarówno rozwijać swoje kreatywne, twórcze, emocjonalne strony, jak i swoje analityczne, uporządkowane, strategiczne strony i spokojnie jesteś w stanie rozwijać się w obu tych stronach. Twój mózg nie ogranicza cię, że musisz wybrać tylko jedno.

Przechodzimy do miejsca drugiego, robi się coraz bardziej gorąco, skoro przed chwilą się już ugotowałam na mit o półkulach, to wyobraźcie sobie, co czuję z każdym kolejnym momentem, z każdym kolejnym miejscem. Miejsce drugie to jest skuteczność treningu kognitywnego. Trening kognitywny to jest takie zadania, takie gry, takie aplikacje, takie działania, które w założeniu miałyby rozwinąć nasz umysł w sensie ogólnym.

Czyli na przykład takie klasyczne zadania treningu kognitywnego polecane, to jest na przykład sudoku, to są jakieś wykreślanki, łączenie kropek, to jest krzyżówki itd. I to są takie zadania, wiecie, takie mądre gry. To są takie zadania, które będziemy mądrzejsi, jak będziemy rozwiązywać sudoku.

Oczywiście mamy XXI wiek, a w XXI wieku, jeżeli coś istnieje, to na pewno jest do tego aplikacja, więc mamy wysyp aplikacji, oczywiście płatnych, bo jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze, aplikacji do rozwijania swojego mózgu. Polega to zazwyczaj na tym, że ściągamy sobie taką aplikację i ona nam przypomina, żebyśmy codziennie robili na przykład 5, 10, 15-minutowy trening mózgu. I daje nam takie zadania, wiecie, na przykład na pamięć, typu memory, że mamy zakryte karty i musimy zapamiętać, gdzie co leży, połączyć w pary.

Musimy wykonywać jakieś zadania matematyczne na przykład, albo jakieś zadania związane ze słowami, albo są takie zadania, że na przykład jest słowo opisujące kolor, ale jest opisane w innym kolorze, czyli jest na przykład słowo czerwony, ale napisane niebieskim fontem i trzeba zaznaczyć ten kolor, którym słowo jest napisane, a nie które merytorycznie oznacza. No tego typu takie różne łamigłówki itd. I błędnym założeniem i mitem jest to uogólnianie, że robienie tego typu zadań miałoby przełożyć się na przykład na wyższe IQ, na przykład na lepszą ogólną pamięć, czy już w ogóle nie będę mówić o wiedzy.

Bardzo często inteligencje myli się z wiedzą i na przykład ludzie, którzy mają takie wyobrażenie, że chcieliby bardziej błyszczeć w towarzystwie, chcieliby wiedzieć różne ciekawostki, opowiadać anegdotki, to oni jak zrobią ten trening kognitywny to tacy będą. No nie, bo dalej nie będziesz znał tych ciekawostek i dalej nie będziesz miał tej wiedzy. Wiedza i inteligencja to są jednak troszeczkę inne rzeczy, chociaż oczywiście się ze sobą łączą.

I z tym mitem mamy związany taki trochę snobizm jak z tą muzyką klasyczną, czyli właśnie rodzice bardzo często, czy nauczyciele w szkole w stosunku do dzieci to stosują, że jak już masz grać to pograj w takie mądre gry, pograj właśnie w memory, pograj sobie w takie krzyżówki jakieś dla dzieci, sudoku i tak dalej, to będzie fajniej niż jak pójdziesz porzucać piłką do kosza, czy nie wiem, poukładaj puzzle zamiast bawić się lalkami na przykład. I jasne, to są rozwijające zabawy, to od razu chcę zaznaczyć, krzyżówki są super, sama uwielbiam sudoku, obrazki logiczne, łamigłówki, tylko nie możemy po prostu uogólnić, że to nam zwiększy inteligencję, czy to w ogóle się przełoży na jakieś jeszcze inne, jeszcze mniej powiązane cechy. Jeżeli będziemy trenować daną umiejętność, na przykład będziemy to sudoku rozwiązywać uparcie codziennie, po 15 minut dziennie będziemy rozwiązywać sudoku, to będziemy coraz lepsi w rozwiązywaniu sudoku.

Najprawdopodobniej nie przełoży nam się to na żadne umiejętności dodatkowe typu lepsza pamięć, a jeszcze obiecują czasem te aplikacje, że uchroni nas to przed demencją, Alzheimerem, Parkinsonem i nie wiadomo czym jeszcze. Więc ten mit jest o tyle dobry, że te gry nam nie szkodzą, one są fajne, a jeszcze jak sprawiają nam przyjemność, no to super, to rozwiązujmy, absolutnie. Tylko denerwuje mnie to, i to jest właśnie mit, że obiecuje się po prostu takie obietnice, które są nie do spełnienia.

Oczywiście ja weszłam na kilka stron internetowych tych aplikacji właśnie do treningu kognitywnego i one oczywiście przeprowadziły swoje badania, z których wyszło, że absolutnie jest to fantastyczny trening kognitywny, tylko jak zajrzymy do niezależnych źródeł, to już sytuacja tak kolorowo po prostu nie wygląda. Nie mam stuprocentowej pewności skąd pochodzi ten mit, ale wydaje mi się, że to jest taka po prostu psychologia zdroworozsądkowa, takie na chłopski rozum, bardzo często słyszę takie porównanie, że mózg jest jak mięsień i że należy go ćwiczyć, żeby dobrze działał. I wydaje mi się, że to trochę stąd pochodzi, bo jeżeli ćwiczymy nasze faktyczne mięśnie na siłowni i tam podnosimy jakieś ciężary na sztandze, no to to się faktycznie przekłada na to, że jesteśmy silniejsi na co dzień.

Czyli jeżeli biegamy maratony i ćwiczymy swoją wytrzymałość, to faktycznie przekłada się na to, że jest nam łatwiej wejść po schodach, jesteśmy bardziej wytrzymali. Natomiast z mózgiem już tak nie do końca to działa. To znaczy oczywiście wyzwania różne umysłowe są bardzo rozwijające, ale to nie jest tak, że ćwicząc pamięć będziemy ogólnie bardziej inteligentni.

Albo ćwicząc uwagę, skupienie na różnych przedmiotach będziemy mieli lepszą pamięć. Niestety takiego przełożenia tutaj nie mamy. Ale wiemy, że ten mit jest tak silny, że aż wywołuje efekt placebo.

Czyli jak będziesz wierzyć w to, że taki trening rozwija inteligencję, to będzie taki krótkotrwały efekt. Faktycznie kilka punktów więcej na teście IQ możesz zdobyć. Ale podobnie jak w przypadku efektu Mozarta, jest to efekt krótkotrwały.

Na dłuższą metę nam to nie rozwija tej tzw. płynnej inteligencji. Pewnie jesteście ciekawi, skoro nie trening kognitywny, skoro nie aplikacja do rozwijania mózgu, to jak ja mogę swój mózg rozwinąć.

Kilka spraw. Po pierwsze, nie musisz robić konkretnych rzeczy, żeby trenować umysł. Sama nauka, życie, zmierzenie się ze codziennymi wyzwaniami to już jest w pewnym sensie rozwijanie swojego umysłu.

Tak naprawdę zależy jak to sobie zdefiniujemy. Jeżeli chcesz być mądrzejszy, i twoim celem jest to, żeby właśnie błyszczeć w rozmowach, być tak bystrym, sprytnym, rzucać anegdotkami, ciekawostkami, to musisz przede wszystkim rozwijać wiedzę. A żeby rozwijać wiedzę, to możesz czytać, oglądać filmy dokumentalne, rozmawiać, chodzić do muzeów, co tylko sobie życzysz, żeby rozwinąć właśnie wiedzę, a potem najlepiej tę wiedzę wydobywać, czyli opowiadać komuś o tym, czego się nauczyłeś.

Po drugie, jeżeli lubisz treningi kognitywne, czy zadania typu sudoku, krzyżówki itd., puzzle, rób je, to jest super, to ci na pewno nie zaszkodzi, tylko po prostu nie licz na to, że będzie miało to jakieś magiczne właściwości. No i ostatnia wskazówka, którą wiem, że nie chcecie słyszeć, ale jest to bardzo, bardzo proste. Jeżeli chcesz zadbać o swój umysł, zadbać o swój mózg, zmniejszyć ryzyko demencji, Alzheimera itd., to wystarczy naprawdę zadbać o podstawy.

Czyli po pierwsze unikać takich rzeczy, które mogą doprowadzić do uszkodzeń mózgu, typu np. spożywanie alkoholu czy inne używki. Zadbać o dietę, zadbać o ruch przede wszystkim.

Ruch, sport to jest jedno z najważniejszych narzędzi, które autentycznie może wpłynąć pozytywnie na zmiany struktur mózgu. Ograniczyć stres, szczególnie taki chroniczny, przewlekły. Zadbać o zdrowy sen i ogólnie o regenerację.

Z tym stresem to też, nie wiem, pójść na psychoterapię, jeżeli mamy taką potrzebę. Zadbać o swoje zdrowie psychiczne, bo to ma bardzo duży wpływ na stan naszego umysłu. No i tak, te rzeczy to i tak są podstawy, o które niewiele osób dba wystarczająco.

Więc jeżeli tym się zajmiesz, to i tak będzie ogromny krok naprzód. Niestety brzmi to bardziej nudno i trudno niż codziennie po 5 minut robienie treningu mózgu w aplikacji, ale niestety póki co badania i fakty wskazują, że jednak bardziej opłacalna droga to jest zadbanie o higienę umysłu, czyli o te podstawy. I uwaga, werble, doszliśmy do punktu pierwszego, który mnie najbardziej boli.

Jest to mit, który jest najbardziej rozpowszechniony we wszystkich tych krajach, o których mówiłam przy pierwszym badaniu Ferrero z 2016 roku, ale także jest to najbardziej rozpowszechniony neuromit w Polsce i jest to mit o stylach uczenia się, czyli o tym, że mamy ludzi, którzy dzielą się na wzrokowców, słuchowców i według niektórych podziałów kinestetyków, a według niektórych są jeszcze dotykowcy. To się różni w zależności od opisu, od teorii, od miejsca, w którym będziemy sprawdzać. I założenie jest takie, że możemy właśnie ludzi podzielić na te style poznawcze i jeżeli ludzie będą przyjmować informacje w zgodzie ze swoim stylem poznawczym, to będą się uczyć bardziej efektywnie, niż gdyby przyjmowali informacje niezgodnie ze swoim stylem poznawczym.

Czyli na przykład wzrokowcy powinni rysować sobie mapy myśli, jakieś tabelki, grafy, notatki, słuchowcy powinni słuchać audiobooków, podcastów, nagrywać notatki na dyktafon, a kinestetycy powinni uczyć się w praktyce, czyli na przykład odgrywać scenki, robić eksperymenty i tego typu aktywności. Słuchajcie, ten mit jest wszędzie. Ten mit jest uczony w szkołach.

Ja sama miałam robiony test na to, czy jestem wzrokowcem, słuchowcem czy kinestetykiem w szkole na lekcji z pedagogiem szkolnym. Ten mit jest na naszej ulubionej w tym odcinku zintegrowanej platformie edukacyjnej. Ten mit jest na szkoleniach dla nauczycieli.

W publikacjach pedagogicznych. Ten mit jest nawet w karcie z przeprowadzonej wizytacji kuratora oświaty w jednej z placówek edukacyjnych w Polsce. Więc ten mit jest tak rozpanoszony, a i oczywiście na stronach internetowych szkół średnich, podstawowych, poradni psychologiczno-pedagogicznych, na stronach internetowych przedszkoli.

Wszędzie znajdziemy style uczenia się, testy, żeby sobie przeprowadzić i zobaczyć jakim jesteśmy stylem uczenia się. Oczywiście już nie muszę nawet wspominać o stronach poradnikowych dla rodziców, żeby dowiedzieli się jaki styl uczenia się mają ich dzieci. Więc ten mit jest wszędzie.

Jest to nie tylko najbardziej rozpowszechniony mit edukacyjny, ale mam wrażenie, że to jest w ogóle jedna z najbardziej rozpowszechnionych metod uczenia się, a jest ona kurczę akurat fałszywa. No straszne, straszne rzeczy. Już mnie szczerze mówiąc coś bierze jak myślę o tym jak to jest możliwe, że w XXI wieku dalej jest to możliwe, że ta informacja jest tak obecna wszędzie, że nie wzbudza to niczyjego oburzenia i wątpliwości, że tak bardzo cały czas idziemy w te nieszczęsne style uczenia się.

I coś o tym wiem osobiście, bo od dawna irytuje mnie istnienie tego mitu. Mówię o tym, że to jest mit od lat w swoich kursach, w swoich podcastach, filmikach itd. I nawet miałam kiedyś pomysł, żeby swoją pracę magisterską napisać właśnie na temat tego, żeby obalić ten mit w swojej pracy magisterskiej.

I wyobraźcie sobie, że odmówiono mi tego pomysłu, teraz uważam, że całkiem słusznie, ponieważ delikatnie wyjaśniono mi, że kurczę nie ma sensu zajmować się czymś, co już dawno ponad wszelką wątpliwość zostało obalone, nikt nie ma ku temu żadnych wątpliwości, więc chyba lepiej zająć się taką dziedziną, taką działką, w której faktycznie mamy szansę odkryć coś nowego. Tak bardzo jest to obalony mit. Co ciekawe, on tak naprawdę nigdy nie był udowodniony, w sensie nigdy nie powstały badania, które byłyby jakieś zakłamane, albo żeby to wymagało obalenia, bo to nigdy tak naprawdę nie było udowodnione, a mimo to oczywiście przez te lata, bo to jest mit od mniej więcej lat osiemdziesiątych tak bardzo rozpowszechniony, więc przez te kilkadziesiąt lat wielokrotnie został obalony i na gruncie teoretycznym, ale też na gruncie eksperymentalnym.

Myślę, że także w tym micie po raz kolejny raz gra nam ten efekt, że to jest tak śliczna, prosta, elegancka teoria, że my chyba bardzo byśmy chcieli po prostu, żeby była prawdziwa, no bo jeżeli to by było prawdziwe, to zobaczcie jakie to by było proste, że każdego ucznia można przyporządkować do jednej z trzech czy czterech grup. Proste metody, tu dajemy do narysowania obrazki, tu dajemy do nagrania coś, tu dajemy scenkę i mamy obsłużonych wszystkich uczniów, wszyscy są mądrzy, inteligentni i szczęśliwi. To jest tak proste, że powinno zapalić czerwoną lampkę, ale zamiast tego po prostu roznosi się jak taki viral, wirusowo roznosi się od szkolenia do szkolenia, od podręcznika do podręcznika.

Mamy wiele zarzutów do tej teorii, o kilku chcę powiedzieć, bo są bardzo ciekawe moim zdaniem, ponieważ pomagają nam w ogóle tak nauczyć się krytycznie patrzeć na różne metody i teorie, które pojawiają się w ogóle w przestrzeni. Pierwszy zarzut, to już powiedziałam tylko krótko to nazwę, że po prostu nie mamy dowodów naukowych na tą metodę, więc to już samo w sobie tak naprawdę powinno nam wystarczyć, no jak wiemy nie wystarcza. Ale przejdźmy dalej.

Dużym zarzutem jest to w jaki sposób wygląda dzielenie w ogóle uczniów na te trzy grupy, czyli te testy. Wygląda to tak, że nie ma jakiegoś pilnie strzeżonego, ustandaryzowanego testu, tak jak się to robi np. w przypadku diagnostyki psychologicznej czy w przypadku jakichś innych metod teorii.

Tutaj mamy tak naprawdę co szkoła, co placówka, to trochę inny test. Czasem on jest w takiej formie ABCD, wybierz co ci najbardziej pasuje, czasem jest w formie w skali od 1 do 5, powiedz jak bardzo się zgadzasz z tym zdaniem. Są to testy samoopisowe, czyli rozdaje się je uczniom i oni sami zaznaczają.

To jest bardzo prosty mechanizm. Jeżeli mamy podział na wzrokowca, słuchowca, kinestatyka, to jeżeli najczęściej uczeń wybierze odpowiedzi A to będzie wzrokowcem, B słuchowcem, C kinestatykiem. Oczywiście jeżeli chodzi o małe dzieci, to tam się prosi rodziców, żeby w ich imieniu wypełnili te testy.

No i słuchajcie, przejrzałam sobie kilka tych testów w internecie i jakie pytania możemy tam spotkać. To jest cytat dokładny, czytam jedno z pytań z takiego testu. C. Co w stosunku do niej czujesz? D. W jaki sposób się zachowuje i co robi? No i powiedzcie mi, jakie dobrze wychowane dziecko zaznaczy, że tak jak ja spotykam nieznaną osobę, to pierwsze co robię to patrzę jak wygląda i jak jest ubrana.

No przecież od przedszkola kładziemy dzieciom do głowy, że tak robić nie należy i nie należy oceniać ludzi po wyglądzie. Dalej inne pytanie. Gdy uczysz się czegoś nowego, w jaki sposób robisz to najchętniej? A. Czytasz tekst podany w dowolny sposób, oglądasz ilustracje wykresy.

B. Słuchasz wykładu, dyskutujesz na dany temat, zadajesz pytania. C. Notujesz, wykonujesz rysunki, konstruujesz, poruszasz się, odgrywasz rolę. No słuchajcie, doskonałe pytanie, nie wiem po co w tym teście jest w ogóle 20 pytań, skoro równie dobrze to pytanie mogłoby brzmieć, hej drogi uczniu, jesteś wzrokowcem, słuchowcem czy kinestetykiem? Wolisz się uczyć wzrokowo, słuchowo czy poprzez doświadczenie? Przerzucamy na uczniów taką odpowiedzialność za dopasowanie siebie do odpowiedniego stylu, zakładając, że preferencje i style uczenia się to jest w ogóle to samo i że uczeń jest w stanie sam się dobrze określić.

Poważne testy psychologiczne tak po prostu nie działają. Oprócz tego są też takie wersje, tak jak mówiłam, gdzie zaznaczasz w jakim stopniu zgadzasz się z danym zdaniem, w jakim stopniu opisuje ono ciebie. I możemy spotkać się na przykład z takimi zdaniami.

Nie rozumiem opowiadanych mi dowcipów. To oczywiście ma nam sugerować, że ktoś nie jest słuchowcem, bo nie rozumie opowiadanych dowcipów. Bo ewidentnie jak nie jest słuchowcem to jest też debilem.

Jeżeli jest wzrokowcem to nie jest w stanie zrozumieć nic ze słuchu i się rozaśmiać na żart opowiedziany w formie ustnej. Moje prace pisemne nigdy nie wyglądają ładnie, bo ewidentnie pisać ładnie może tylko wzrokowiec. Będąc w nieznanym miejscu nie gubię się, bo tylko kinestetyk jest w stanie w przestrzeni się rozpoznać.

Jeżeli jesteś słuchowcem to w ogóle nie wychodź z domu, bo się zgubisz. To bardzo często jest robienie z dzieci debili, szufladkowanie ich jako osoby mniej inteligentne i to jest bardzo ważny punkt, bo potem do niego jeszcze wrócimy. Kolejna metoda przez niektórych sugerowana podziału uczniów to jest ich obserwacja takich naturalnych cech.

Na przykład sugeruje się, że słuchowiec dużo gada z kolegami i koleżankami, wzrokowiec obserwuje ich z boku. Czyli tu już mamy dziecko introwertyczne, już będzie automatycznie wzrokowcem, bo nie dołącza od razu do zabawy. Natomiast kinestetyk to w ogóle jest traktowany po macoszemu i zazwyczaj jego cechy to są po prostu cechy takiego najbardziej stereotypowego ADHD, że kinestetyk to nie jest w stanie się skupić ani wzrokowo, ani słuchowo, tylko jest cały czas w ruchu, cały czas się rusza, cały czas chce doświadczać, robić i tak dalej.

Dla mnie to brzmi bardziej jak diagnoza ADHD, a nie jak poważny styl uczenia się. I jeszcze jedno pytanie, które bardzo mi się spodobało, tutaj sobie zapisałam. To jest pytanie do rodziców, gdy rodzice określają styl uczenia się swojego dziecka.

W waszym domu pojawia się nowe zwierzątko, pies lub kot. Jak twoje dziecko zareaguje na nowego członka rodziny? A. Najpierw piszczy z zachwytu, a dopiero potem podchodzi do nowego przyjaciela. B. Robi zdjęcie smartfonem i wysyła je wszystkim kolegom.

C. Przytula i całuje zwierzątko, głaszcze, ciągnie za ogon. Czy tylko mnie naprawdę oburza to, że dzieci mają być w taki sposób dzielone na kategorie, że jeżeli dziecko robi zdjęcie smartfonem to jest wzrokowcem, jeżeli piśnie z zachwytu to jest słuchowcem, bo to jest powiązane, bo to jest dźwięk i jest związane ze słuchem, a jeżeli przytula pieska to jest kinestetykiem? Myślę, że powstrzymam się od dalszych komentarzy, ale myślę, że te przytoczone pytania dowodzą, że testy na style uczenia się mają rzetelność porównywalną z testami typu jakim kawałkiem pizzy jesteś. Jest to tak samo wiarygodna diagnoza, a naprawdę te testy, i to mówię z własnego doświadczenia, są przeprowadzane na lekcjach w szkole.

Sama takim testem byłam w cudzysłowie diagnozowana. No dobra, ale powiedzmy już nawet, że mamy dzieciaki podzielone na wzrokowców, słuchowców, kinestetyków, mamy warunki polskiej szkoły i kolejne zarzuty. Moje pierwsze pytanie.

Jak do cholery ten biedny nauczyciel miałby obsłużyć trzy style uczenia się w 30-osobowej klasie podczas 45-minutowej lekcji np. biologii? Jak on ma zadbać o potrzeby wzrokowców, słuchowców i kinestetyków? Przecież to jest nierealne po prostu. Jeżeli nasz nauczyciel zacznie się skupiać faktycznie na tych metodach, to on będzie jak zwykle gdzieś z programem.

Jak zwykle jest taki problem w szkołach, że trzeba go nić z programem. Nic dziwnego, jeżeli się stosuje takie metody. Pytanie drugie.

Co z takimi umiejętnościami, które wymagają podejść z różnych modalności i moim zdaniem tych umiejętności jest bardzo dużo, bo mamy np. naukę języków obcych. Żeby dobrze się nauczyć mówić, używać języka obcego, musimy mieć rozwiniętą modalność wzroku, bo musimy umieć czytać i zapisywać słowa w języku obcym, budować zdania.

Musimy ze słuchu rozumieć i też wypowiadać je w odpowiedni sposób, bo jeżeli przeczytamy je tak jak się pisze, to nikt nas nie zrozumie za granicą. A jeszcze jeżeli chodzi o kinestetyka, to musimy reagować językowo, musimy umieć w praktyce zastosować te reguły, które w teorii przyjmujemy zazwyczaj w postaci wzrokowej. Czyli ta teoria stylów uczenia się zakłada, że dziecko albo na pewno będzie miało problemy z którąś z tych elementów nauczania języka, albo może w ogóle będzie niezdolne do tego, albo może wy macie pomysł w jaki sposób np.

wzrokowca nauczyć wypowiadać słowa odpowiednio, albo ze słuchu rozumieć. Podobna umiejętność to jest np. wszelkie umiejętności muzyczne, czyli takie jak gra na instrumencie.

Wiadomo, muzyk czyta nuty, pisze nuty. Kinestetycznie bardzo ważne jest to, żeby miał wrażliwość palców podczas gry na fortepianie, żeby odpowiednio operować dynamiką, artykulacją i do tego oczywiście rozwinięty słuch. To jest podstawa dobrego muzyka.

Czyli muzycy to muszą być albo jakieś wybitne jednostki, które realizują wszystkie style uczenia się, albo są zawsze skazani na niepowodzenie na którymś etapie swojego muzycznego rozwoju. Więc jak widzimy, teoria stylów uczenia się nie dość, że jest nieprawdziwa, to jest też totalnie nieprzydatna, bo nawet jeżeli byłaby prawdziwa, to bardzo trudno byłoby ją w ogóle zastosować w szkole i potraktować poważnie. Ale co gorsza, stosowanie stylów uczenia się może być też szkodliwe, z tego samego względu jak szkodliwy jest ten mit o dominującej półkuli mózgowej, ponieważ szufladkowanie dzieci zawsze będzie szkodliwe, szczególnie takie niepotrzebne szufladkowanie z powodu niesprawdzonej teorii.

Jeżeli wmówimy dziecku, że jest wzrokowcem, to to dziecko zamknie się na inne fantastyczne metody i znowu możemy mieć do czynienia z tym syndromem samospełniającej się przepowiedni, kiedy przez to, że uwierzy, że jakaś metoda nie jest dla niego, ona faktycznie będzie gorzej działać. I tak samo nauczyciele biedni, przecież oni się sfrustrują, nie będą w stanie przeprowadzić żadnej lekcji, jeżeli będą mieli do każdego jednego ucznia dopasować styl uczenia się, jakąś metodę i modalność. Co gorsza, są nawet badania pokazujące, że rodzice, nauczyciele i dzieci uznali dzieci określane jako wzrokowcy jako bardziej inteligentne niż dzieci określane jako kinestetyków.

I tu wracamy do tego, co wcześniej zaznaczyłam, że kinestetycy bardzo często w tej teorii są pokazywani za przeproszeniem jak debile po prostu i faktycznie okazuje się, że podświadomie tak są odbierani. Że wzrokowiec, dziecko, któremu wyszedł wzrokowca jest uważany za taki typ naukowca, że on będzie nad książkami siedział, nad matematyką itd., a kinestetyk ponieważ jest w ciągłym ruchu i ewidentnie za jego kinestetyczne style uczenia się odpowiadają w większości objawy związane z ADHD, to jest uważany za taki, który nie jest w stanie się skupić, nie jest w stanie się nauczyć, tylko ciągle by biegał, skakał i wydziwiał. I faktycznie w badaniach nam wychodzi, że prowadzi to do dyskryminacji niektórych stylów uczenia się.

Mój osobisty największy zarzut to są dwa pytania. Po pierwsze po co i po drugie jak to możliwe. Pierwsze pytanie po co.

Po co tracić energię na taką teorię niby efektywnej nauki, która po pierwsze jest nieprawdziwa, jest obalona, a po drugie nawet jakby była prawdziwa to byłaby mało użyteczna, gdy jest tak wiele udowodnionych, złotych standardów skutecznej nauki, które niestety w szkołach są realizowane bardzo słabo. Oczywiście nie we wszystkich szkołach, nie przez wszystkich nauczycieli. Sama miałam ogromne szczęście trafić na prawie samych cudownych nauczycieli na swojej ścieżce edukacji.

Od szkoły podstawowej, aż po szkołę średnią, szkołę muzyczną, studia, wszystkie elementy edukacji jakie robiłam. Ale oczywiście teraz widzę, że te błędy też były popełniane choćby ze stylami uczenia się i także inne błędy. To tak na marginesie, bo nie mamy tutaj czasu, żeby rozwijać teraz wszystkie skuteczne metody uczenia się.

Jeżeli chcecie to chętnie o nich opowiem w innym odcinku. Natomiast np. jedną z najskuteczniejszych metod uczenia się jest wydobywanie informacji z pamięci, co można zrobić np.

poprzez testowanie. Tylko, że testowanie w szkołach jest tak do granic możliwości skopane, kojarzy się uczniom wyłącznie ze stresem, z ocenianiem i jest zaburzona najważniejsza zasada skutecznej nauki przez testowanie. Aby nauka przez testowanie była skuteczna, uczeń musi jak najszybciej dostać feedback na temat swojej odpowiedzi.

Czyli jak odpowiada, to musi jak najszybciej dostać informację, czy to była prawidłowa odpowiedź, a jeżeli to nie była prawidłowa odpowiedź, to jaka jest prawidłowa. W ten sposób się uczymy przez testowanie. Próbujemy wyciągnąć sobie informacje, dzięki czemu wzmacniamy ten sztat pamięciowy.

Ewentualnie jeżeli coś pokręcimy, to od razu korygujemy, nie utrwalamy złej informacji. A w szkole to się właśnie dzieje. Robi się masową kartkówkę co drugą lekcję, gdzie uczeń nieprzygotowany musi wymyślać, pisze jakieś niesprawdzone informacje, jeszcze je sobie przez to utrwala.

A jeszcze są sytuacje, nie takie rzadkie, kiedy nauczyciel potem postawia oceny, mówi, że pałaj nawet nie omawia tego sprawdzianu. Idą dalej, bo to była kartkówka, a omawiamy tylko prace klasowe. To jedna z najskuteczniejszych metod uczenia się została tak skopana, że nic dobrego już z niej nie wynika, a zamiast tego czas jest poświęcany na robienie uczniom testu stylów uczenia się.

Więc to jest mój pierwszy zarzut, po co? A drugi mój zarzut, jak to możliwe, że nauczyciele wymagają od dzieci posługiwania się rzetelnymi źródłami informacji. Bardzo często spotykam się z tym, że nauczyciele bardzo słusznie np. tłumaczą dzieciom, hej Wikipedia to nie jest najlepsze źródło informacji, czy portal plotkarski to nie jest najlepsze źródło informacji, a sami stosują metody, które nie są poparte żadnym rzetelnym źródłem informacji.

Mało tego, żyjemy w XXI wieku, więc wystarczyłoby 30 sekund poświęcić, żeby wejść na jakąkolwiek, nawet na Google Scholar czy na jakieś poważne czasopismo naukowe, wyszukać to słowo klucz, style uczenia się i zaraz zobaczysz, że jest to teoria dawno obalona. Ale tego się nie robi, ponieważ przecież ta teoria jest taka fajna, przyjemna, więc dalej ją stosujemy. No i na koniec jeszcze tak się odniosę do tego, tak jak mówię już o tych stylach uczenia, jak o micie mówię od dawna, więc często spotykam się z takim zarzutem, że przesadzam, no bo jaką to tam krzywdę robi.

Przecież żadnej to krzywdy nie robi, a ja faktycznie się lubię bardziej uczyć, mi się sprawdza, ja się lubię uczyć wzrokowo. No to słuchajcie, każdy ma prawo mieć preferencje. Jeżeli lubisz się uczyć wzrokowo, idź w to.

Nie rób sobie żadnych testów, po prostu to zrób. Jeżeli na przykład jesteś na wykładzie i sobie myślisz, kurde, muszę to sobie rozrysować, żeby zapamiętać, to to zrób. Albo jeżeli czytasz sobie książkę i myślisz, kurde, nie rozumiem, muszę sobie na głos to przeczytać, to przeczytaj na głos, nie zastanawiaj się, czy jesteś słuchowcem czy wzrokowcem.

Dopasowuj metody do swoich potrzeb, do potrzeb danego materiału, do potrzeb danej sytuacji, po prostu. A po drugie, dlaczego to jest takie oburzające? Słuchajcie, jeżeli wysłalibyśmy dzieci do szkoły na lekcje geografii i dziecko uczyłoby się tam stolic państw europejskich i nauczyciel nauczyłby dziecko stolic państw europejskich źle. Powiedziałby na przykład, że Węgry mają stolicę w Paryżu, Polska we Frankfurcie, a Chorwacja w Poznaniu, to byśmy byli oburzeni.

No bo po co wysyłać w ogóle dziecko do szkoły, jeżeli ma się tam nauczyć takich bzdur. No to dlaczego nie jesteśmy oburzeni, skoro wysyłamy dziecko do szkoły i jest uczone takich bzdur i są na nim stosowane takie właśnie bzdurne teorie.

Więc, no dobrze kochani, dobrnęliśmy do końca.

Źródła wykorzystane podczas przygotowania odcinka:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *